piątek, 17 lutego 2012

The Maccabees - Given To The Wild

Brytyjskie media (z NME na czele) okrzyknęły The Maccabees zbawicielami rocka. W jaki sposób i przed kim go bronią, dowiadujemy się z „Given To The Wild” - najnowszego albumu ekipy z Londynu.

Idąc tropem rozhisteryzowanych, angielskich dziennikarzy to Foals, w zeszłym roku, zaczęli proces ratowania świata. „Given To The Wild” zdradza inspiracje „Total Life Forever” już od pierwszych, leniwych sekund intra, aż po ostatnie, zazwyczaj rozpędzone, dźwięki większości kawałków. Nie potrzeba dobrego ucha, aby stwierdzić, że The Maccabees przesadzili trochę, ze słuchaniem płyty swoich, paradoksalnie mniej doświadczonych kolegów.
Jeżeli traktować też chłopaków jako superbohaterów, to tylko za takich, którzy ratują świat, posuwając się często do metod stosowanych przez „tych złych”. A za takich, swoistych bad-boyów uważam dzisiaj Coldplay. Tak, jest na tej płycie dużo z ekipy Chrisa Martina. I, jak już jesteśmy przy inspiracjach, momentami pobrzmiewa tu też Mumford & Sons (harmonie wokalne) i... Radiohead (budowanie klimatu).
Z drugiej strony, ten brak oryginalności nie jest aż taki rażący, ponieważ The Maccabees wszystko co wzięli od tamtych grup, podnieśli na wyższy poziom, tworząc wspaniałe dzieło. Może nie z gatunku tych, które za 30 lat będziemy, z rozrzewnieniem, puszczać swoim wnukom, ale takich, które zdominują wszelkie podsumowania dopiero co rozpoczętego roku.
„Given To The Wild” wyróżnia się przede wszystkim wspaniałym, zapierającym dech w piersiach, klimatem. Kawałki często płynnie przechodzą z jednego w drugi i zbudowane są z reguły na podobnym, aczkolwiek kapitalnym schemacie zawierającym częste zmiany tempa, dzięki czemu, mimo wręcz „anemicznych” wokali, płyta nie pozwala się nudzić. Wszystko to ubarwione zostało świetnymi detalami, takimi jak patetyczne gitarowe zagrywki z „Forever I've Known” i „Slowly One” - moim zdaniem najlepszych piosenek na płycie. W ogóle jest to płyta bardzo gitarowa, mimo obecności wszelkiego rodzaju smyków i dęciaków. I to też wyróżnia ją na tle syntetycznej, indie sceny.
The Maccabees dokonali czegoś zdumiewającego. Wydali płytę, którą niemalże podsumowali ostatnie 10 lat w brytyjskiej muzyce, a mimo to zaciekawili mnie i zatrzymali przy sobie na dłużej. Jeżeli jesteście gotowi przez tydzień nie słuchać niczego innego – polecam.