"Humbug" - poprzednia płyta zespołu z Sheffield podzieliła jego fanów. Zespół, który wyrósł z brytyjskiej odnogi czegoś co kiedyś nazywano "New Rock Revolution" nagle zaczął grać po amerykańsku. Jakim więc zawodem musiała być dla niektórych z wielbicieli, wiadomość o tym, że czwartą płytę nagrywają w Los Angeles? Zapewne sporym, lecz na otarcie łez dostali też informację, że tym razem producentem albumu nie zostanie Josh Homme. Niestety.
To chyba największa wada "Suck It And See" w porównaniu do poprzedniczki. Homme zmienił podejście zespołu do komponowania, co bardzo utrudniło pracę Tomowi Fordowi - człowiekowi odpowiedzialnemu za dwa pierwsze krążki Arctic Monkeys. W efekcie otrzymujemy (poza paroma wyjątkami, o których później) kopię "Humbug", odartą z mroku i tajemniczości, które zastąpione zostały gładkością i przebojowością. Niektóre utwory (szczególnie tytułowy i ostatni "That's Where You're Wrong") są aż bezczelnie popowe.
Większość kawałków ma podobny schemat do tych z poprzedniej płyty. Szczególnie jeżeli chodzi o wokal. Alex Turner śpiewa teraz spokojnie, nawet w bardziej dynamicznych kawałkach. Próżno tu szukać zadziorności jaką charakteryzował się na dwóch pierwszych albumach. Fanów debiutu i "Favourite Worst Nightmare" zadowoli tylko jeden utwór - "Library Pictures". Jest w nim dynamika i rytm jakby z tej drugi płyty. To wszystko podlane ciekawymi kombinacjami gitar w tle. Można by go uznać za jeden z najlepszych w karierze zespołu, lecz przeszkadza tutaj trochę jego środkowa część - spokojna, przypominająca inne piosenki z tego albumu.
Mimo tego, znajdzie się na "Suck It And See" kilka ciekawych momentów. Wybrany na pierwszy singiel "Don't Sit Down 'Cause I've Moved You Chair" prowadzony jest przez niemal metalowy riff. Wyróżnia się też prostotą, zarówno w muzyce jak i tekście. Podobnie "Brick By Brick" - pierwsza piosenka z płyty jaką zespół zaprezentował światu. Chociaż tutaj inspirację są bardziej hard rockowe. Po ukazaniu się tego kawałka w internecie, fani mocno skrytykowali Alexa Turnera za tekst. I mieli rację. Trafne spostrzeżenia na temat brytyjskiej młodzieży zastąpione zostały wersami w stylu "give me an eeny, meeny miny moe or an ipp dipp, dog-shit rock and roll." ("Library Pictures"). Jeszcze prostsze wydają się być refreny, zastąpione grupowymi zaśpiewami "Yeah, yeah, yeah" ("Don't Sit Down 'Cause I've Moved Your Chair") czy "Shalalalala" ("The Hellcat Spangled Shalala").
Zdaje się też, że panowie próbowali upchnąć w tych dwunastu piosenkach za dużo pomysłów. Dziwny, mechaniczny beat perkusji otwierający "Love Is A Laserquest" zasługuje na prowadzenie oddzielnej piosenki. Tutaj zostaje szybko zagłuszony. Perkusista daje za to mocno o sobie znać w otwierającym płytę "She's Thunderstorms", ale wydaje mi się, że tutaj, z kolei, zawodzi trochę reszta zespołu. Takich, trochę niedocenionych przez zespół, smaczków jest na "Suck It And See" więcej.
"Humbug" nie była złą płytą, więc o "Suck It And See" jako o jej kontynuatorce też nie można tego powiedzieć. Arctic Monkeys stają się powoli amerykańskim zespołem, więc nie należy sie dziwić, że nie znajdziemy już na jego płytach hitów na miarę "Brianstorm" czy "I Bet You Look Good On The Dancefloor". Jeżeli nie patrzeć więc na tę płytę przez pryzmat dokonań kapeli z lat młodzieńczych, można uznać ją za zbiór ciekawych i miłych dla ucha kawałków. Nie będzie to na pewno moja ulubiona płyta chłopaków z Sheffield, ale kompletnego zawodu też nie odczuwam.
Krzysztof Sarosiek - właściciel bloga (żeby nie było wątpliwości :D)
wtorek, 31 maja 2011
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz